Eliza Kącka „Wczoraj byłaś zła na zielono” – recenzja Marii Majoch

Książka Elizy Kąckiej „Wczoraj byłaś zła na zielono” uhonorowana podwójną nagrodą NIKE – główną i czytelników to utwór niezwykły – autobiograficzna, głęboka, poruszająca
i poetycka opowieść o różnorodności i wielowarstwowości relacji matki i córki. Opisuje codzienność i wzajemne docieranie się matki oraz córki w spektrum autyzmu. W książce słowo autyzm nie pada ani razu. Jest to natomiast literacki zapis doświadczeń autorki z okresu ciąży i wychowania, szczególnie pierwszych lat życia obecnie dorosłej już córki. Już od pierwszych stron narratorka zastrzega, że w tekście będzie unikać przywoływania terminów naukowych. Nie będzie cytować rozpoznania, diagnoz, formuł. To opowieść o czym innym.

Jest to próba opowiedzenia o świecie osoby, która myśli inaczej niż większość z nas, w sposób często trudny do zrozumienia dla samej autorki. Opowieść składa się na portret głównych bohaterek: matki Elizy zwanej Pingwinem i córki zwanej od koloru włosów Rudą – ów kolor był pierwszą zapowiedzią indywidualności dziecka. Ruda zaczyna mówić późno i z początku czyni to bardzo rzadko. Uważne śledzenie jej języka i jego rozwoju przez matkę jest ważnym wątkiem książki. Wyraźniej niż urodziny córki autorka pamięta kolejne zdania wypowiadane przez dziewczynkę. Wyczekiwała ich z napięciem. Wspomina pierwsze słowo wymówione na balkonie „tam”. Dlaczego nie „to” czy „mama”? – zastanawia się narratorka. Później potraktuje pierwsze słowo jako symbol dystansu między światem swoim i dziecka. Cierpliwie usiłuje porozumieć się z Rudą, ale nie zawsze się to udaje. Cenne i niesamowite wydają się momenty, gdy dziewczyna wyraża słowami swoje przywiązanie do otaczających ją ludzi. Jednym z takich wydarzeń jest nagła choroba dziadka. Gdy matka i babka czekają na wiadomość ze szpitala, kilkuletnia Ruda nie śpi. Podnosi słuchawkę telefonu i nie wybierając numeru wypowiada swoje pierwsze zdanie: ”Ai, ai, Dadziś, dzida kocha, paci”. Dziadek, dzidzia kocha, płacze. Z czasem pojawiają się okresy, gdy Ruda wydaje się bliższa i bardziej dostępna. Możliwy jest dialog. Niektóre wyrazy stają się prawie sekretnym kodem matki i córki w starciu z wrogością otoczenia. Takim słowem jest „IS”, czyli lis. Zdarzają się jednak również doświadczenia, które przerastają matkę i córkę. Przemoc ze strony rówieśników prowadzi do izolacji dziewczynki, która milknie na wiele tygodni. W tym czasie oddaje się malowaniu (są to plamy barw na papierze) w pokoju za zasłoniętymi oknami. Leczenie szpitalne nie pomaga, w dodatku specjaliści doradzają rezygnację z próby przełamania bariery komunikacyjnej i zalecają czekanie. To nie jest jednak kryzys. Pewnego dnia dziewczynka znienacka oznajmia, że udaje się do krainy Moroufków, po czym biegnie do swojego pokoju i inscenizuje zagadkowe zabawy. To ciągnie się latami. Nikogo nie wtajemnicza. Jednym z najbardziej poruszających fragmentów książki są e-maile pisane przez matkę do córeczki, gdy ta spała. Są one wyrazem tęsknoty za kontaktem z dzieckiem, opowiadają też o wdzięczności za to, co dziewczynka wniosła w życie Elizy, poczucie, że nie trzeba za wszelką cenę starać się o to, by być zrozumianym przez innych ludzi.

W książce poznajemy też kilka barwnych postaci drugoplanowych, którzy jakby dzielą z Pingwinem i Rudą ich wrażliwość na świat, przyrodę. Jest to pan Wojtek, kolega dziadka, który ma szczególnie bliską relację z przyrodą i przybliża im las. Jest też sąsiadka, pani Janina. Ma swoje dziwactwa: zbiera stare butelki i zaśmieca ogródek kwiatami i warzywami i chwastami. Twierdzi, że te są potrzebna bo „podszczypują” rośliny, by lepiej rosły. Ruda bawi się jej papilotami. Obok ludzi przyjaznych w tekście wybrzmiewa również anonimowy chór głosów w rozdziale „Rzeczy, które usłyszałam jako matka”, w klasie integracyjnej: ”ale rozumie pani, to nie może być tak, że jesteśmy obarczani problemami innych dzieci”, „ogólnie popieram integrację, ale z ludźmi na tym samym poziomie”.

Książka „Wczoraj byłaś zła na zielono” ma znaczenie szersze niż tematyka autyzmu: mówi o tęsknocie i dążeniu do kontaktu z inną osobą. Wszyscy potrzebujemy więzi z drugim człowiekiem, ale również odrębności. Prawdziwy kontakt jest możliwy wyłącznie pod warunkiem uznania i uszanowania drugiej osoby, akceptowania jej autonomii.
Duża część książki opowiada o tym, jak matka uczy się „obsługi świata córki”. Nie próbuje wyłącznie nauczyć jej funkcjonowania według społecznych reguł. Podejmuje też
i próbę wejścia w sposób myślenia Rudej. Dostosowuje się do jej sposobu poruszania się po świecie. Na przykład skacząc razem po białych polach przejścia dla pieszych. Czasem przez wiele godzin próbuje tłumaczyć szkolną wiedzę na język zrozumiały dla córki. Ruda kilkakrotnie zmienia szkołę, w domu matka pomaga jej nadrabiać materiał. Staje między córką a światem. Tłumaczy ją, osłaniają, odpiera oskarżenia.

Książka obejmuje wiele lat wspólnego życia. Obserwujemy powolną zmianę relacji. Ruda dojrzewa. Nadal porusza się po świecie na własnych zasadach, ale potrafi podejmować wysiłek i stawiać czoła sytuacjom, które są dla niej niezwykle trudne. Matka mówi, że za sam upór, z jakim córka codziennie bierze plecak i idzie do szkoły, należałoby jej postawić pomnik. Nie ma w książce cudownego wyleczenia ani finału polegającego na przystosowaniu Rudej do normalności. Sukces polega raczej na tym, że córka zdobywa własną przestrzeń, a matka uczy się jej nie zatrzymywać. Narratorka nie twierdzi, że całkiem zrozumiała córkę. Nadal puka do jej świata, ale obie stworzyły wystarczająco dużo wspólnego języka, aby pozostawać w kontakcie.

Nie jest to historia rozwijająca się chronologicznie: diagnoza, leczenie, kolejne etapy, zakończenie. Sceny pojawiają się jak fragmenty wspomnień, części informacji trzeba się domyślać. „Wczoraj byłaś zła na zielono” to nie jest typowa powieść z wyraźną fabułą ani poradnik o autyzmie. Jest to raczej zbiór scen, wspomnień, dialogów, obserwacji i refleksji układających się w literacki portret matki i córki. Czytelnik może mieć poczucie oglądania rodzinnego albumu, z którego wypadły niektóre kartki. Nie otrzymuje pełnej dokumentacji życia bohaterek. Jest to częściowo wybór artystyczny, a częściowo sposób chronienia prywatności prawdziwej córki. Tytuł to zdanie wypowiedziane przez Rudą do matki. Narratorka rzeczywiście była poprzedniego dnia bardzo zdenerwowana, ale nie wiedziała, że jej złość ma kolor. Dla Rudej emocja: złość, radość nie była wyłącznie abstrakcyjnym stanem psychicznym, mogła być barwą, obrazem lub fizycznym przedmiotem.

Proza Elizy Kąckiej jest szczególnie poruszająca, ponieważ jest opowiedziana językiem literatury pięknej. Słowa nie służą jedynie przekazywaniu informacji. Pozwalają dotknąć sposobu odczuwania bohaterek. Język jest pełen niespodziewanych skojarzeń, ironii, zdarzeń, znaczeń i nowych metafor. To literacki majstersztyk. Nie jest to jednak literatura łatwa. Można się pokusić o ocenę: przerost formy nad treścią. Kącka pisze gęsto, posługuje się rozbudowaną metaforyką, aforyzmami, nietypową składnią. Może męczyć czytelnika. Mimo wszystko jest to książka bardzo interesująca, głęboka i niezwykła, godna polecenia dla wrażliwego odbiorcy.

Maria Majoch
Dyskusyjny Klub Książki